Szlaki turystyczne

Znajdziesz tu informacje na temat miejsc, które są ciekawe do odwiedzenia. Prezentacja wizualizacji i zdjęć oraz opisów szlaków pieszych, rowerowych i Nordic Walking.

Ze słownika Polsko-Kaszubskiego:biurokracja | biórokracjô (sł. Eugenisz Gołąbek)
wtorek, 14 kwiecień 2015 17:19

Pseudonim ,,Łupaszko”

Autor: 
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

 

Jerzy Rostkowski

ZNIKAJĄCE MIASTA

 

         I czas teraz napisać o losach człowieka, o którego działaniach głośno było nie tylko na Pomorzu. Nosił pseudonim ,,Łupaszko”.

 

        

                   ZAGOŃCZYK 

         Major Zygmunt Szendzielorz, syn Karola i Eufrozyny z domu Osieckiej, urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju, woj. stanisławskie a nie jak często podaje się mylnie we Lwowie, choć miał dużo wspólnego z tym miastem. Ukończył szkołę podchorążych kawalerii w Grudziądzu ze złotymi ostrogami, które mu przyznano za polot i niesforność w służbie. Otrzymał przydział do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. Podczas wojny obronnej 1939 r. dowodził szwadronem swego pułku. Podczas dramatycznej przeprawy wileńskiej brygady kawalerii przez Wisłę na południe od Magnuszewa ówczesny porucznik Szendzielorz wzorowo prowadził swój szwadron, unikając strat. Pamiętać należy, że cała przeprawa nie była wówczas zorganizowana. Żołnierze przeprawiali się przeważnie na własną rękę. Dużo ludzi a jeszcze więcej koni, utonęło. Sprzęt ciężki zatopiono. W broni ręcznej i w rzędach wierzchowych były ogromne straty. Podkreślam jeszcze raz. PORUCZNIK SZENDZIELARZ  WZOROWO PROWADZIŁ SWÓJ SZWADRON, UNIKAJĄC STRAT. Później twardą ręką dowodził nim do końca walk, staczając liczne potyczki z oddziałami niemieckimi. Trzymał się dzielnie do chwili, kiedy resztki jego brygady poszły do niewoli niemieckiej 28 września w rejonie Mościsk. Szendzielorz szczęśliwie uniknął niewoli i powrócił na ukochaną Wileńszczyznę, do poślubionej  nie dawno żony i jej rodziny. W 1942 r.

Str. 62

wstąpił do Armii Krajowej. W lecie 1943 r., będąc w stopniu rotmistrza, otrzymał rozkaz objęcia dowództwa oddziału partyzanckiego rtm. Antoniego Burzyńskiego, ps. ,,Kmicic”, działającego w rejonie Świru i nad Naroczą. Szendzielorz, który przyjął popularny  na tych terenach pseudonim ,,Łupaszko”, przybył nad jezioro Narocz za późno. Kilka dni bowiem przed jego przybyciem oddział ,,Kmicica” został podstępnie rozbrojony przez partyzantkę sowiecką i przestał istnieć. Tu właśnie zaczyna się najważniejszy rozdział jakże burzliwej i pogmatwanej epopei żołnierskiej ,,Łupaszki”. Z resztek oddziału ,,Kmicica” oraz rekrutując nowych ludzi sformował dość szybko własny oddział, który później nazwał ,,Brygadą śmierci”. Oficjalnie była to V Brygada Wileńska Armii Krajowej, jedna z najsilniejszych na tamtym obszarze, biorąc pod uwagę fakt, że z drobnymi przerwami utrzymała stan 600 ludzi, a przed akcją na Wilno w lipcu 1944 r. skupiała nawet 800 partyzantów. V Brygada toczyła walkę nie tylko z Niemcami, ale i sowiecką partyzantką- było to nie uniknione. Po wojnie ,,Łupaszko” wspominał:

         ,,(…) Rejonem działania mojego oddziału była północno- wschodnia część Wileńszczyzny, w okolicach Świru. W tym samym rejonie zaczęła powstawać coraz liczniejsza partyzantka radziecka. W jej szeregach znajdowali się ludzie z dawnej radzieckiej Białorusi, a nie miejscowi. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że właśnie ów specyficzny rejon działania wpłynął na moje przyszłe losy albo- jeśli ktoś woli- był przyczyną wszelkiego zła. Dlaczego? Jest to sprawa niesłychanie skomplikowana  i trudna do wytłumaczenia komuś, kto nie tkwił w tamtejszych stosunkach. Oczywiście, próbowałem nawiązać, jeśli już nie przyjacielską, to przynajmniej partnerską współpracę z radziecką partyzantką. Było to z resztą zlecenie komendanta  Okręgu Wileńskiego AK gen. ,,Wilka”, no i niewątpliwie zgodne z interesami obu stron. Przy dobrej współpracy; mogliśmy znacznie skuteczniej  walczyć ze wspólnym wrogiem. Zgodnie z zaleceniem Komendanta ,,Wilka’’ spotkałem się z dowódcą radzieckiej partyzantki na okrąg wileński, płk. Fiodorem Markowem i uzgodniliśmy warunki współpracy: wzajemnie będziemy się informować o rejonach postojów oraz zamierzonych akcjach naszych oddziałów, będziemy przekazywać sobie wiadomości o ruchach jednostek niemieckich, w wypadku większych akcji bojowych będziemy sobie w miarę możliwości pomagać itd. Niestety, te piękne uzgodnienia nie zostały nigdy wcielone w życie. Wręcz odwrotnie, podobnie jak za ,,Kmicica”, zaczęło dochodzić między nami do zbrojnych starć. Początkowo zacząłem owe zatargi wyjaśniać. Próbowałem ustalić taki tok postępowania, który by pozwolił uniknąć konfliktów. Niestety, rosyjscy  dowódcy co innego ustalali, a co innego robili. Nader szybko przekonałem się, że ich w prawdzie zakamuflowanym, ale za to głównym celem jest likwidacja polskich oddziałów wojskowych, oczywiście tych podporządkowanych rządowi w Londynie, a bezpośrednio Delegaturze Rządu w kraju”.

         Tyle ,,Łupaczko” w tych warunkach nie udało się zatem wykonać polecenia Komendy Głównej AK, aby ,,uniknąć ze sprzymierzeńcami naszych aliantów”. Praktyka wykazała, że teoria ,,dwóch wrogów” znajdowała na kresach potwierdzenie. Wszystkie te wydarzenia stworzyły określony klimat również dla działalności brygady ,,Łupaszki”, która zaangażowała się znacznie w walkę z partyzantami sowieckimi poprzez przejęcie spuścizny po oddziale rozstrzelanego ,,Kmicica” i wczucie się w rolę ,,mściciela”. Teraz walczyła w dodatku o to, aby uchronić się przed internowaniem, a przede wszystkim o przetrwanie w terenie. Nierzadko zatem zdarzały się planowane akcje odwetowe, boje spotkaniowe, zasadzki, działania obronne. Wszystkie te akcje przynosiły odczuwalne straty stronie sowieckiej. Trzeba jednak dodać, że wszystkie te wymuszone wydarzenia toczyły się równolegle z akcjami przeciw Niemcom. Do legendy przeszła brawurowa akcja ,,Łupaszkowców” pod Wodzianami 31 stycznia 1944 r., kiedy to rozbili silną ekspedycję niemiecką, zabijając 85 ludzi. Kilka podobnych akcji przysporzyło im wiele broni, a także dalszych ochotników, tak że ich oddział przed planowanym uderzeniem na Wilno Formacji AK w lipcu 1944 r. należał z pewnością do najsilniejszych polskich formacji partyzanckich na tamtym terenie.

          W samej operacji wileńskiej AK mjr Szendzielorz udziału nie wziął. Najprawdopodobniej zadecydował o tym rozkaz dowódcy Armii Krajowej z 20 listopada 1943 r. zapowiadający ,,Burzę”. Konkludowano w nim: ,,Te nasze oddziały, które już miały (…) zatargi i nie mogły z tego powodu ułożyć poprawnie stosunków z oddziałami sowieckimi, powinny być przesunięte na inny teren”. Tak, to prawda od kul moich żołnierzy zginęło wielu partyzantów sowieckich, ale nie mało moich chłopców zginęło od ich kul- zwierza się ,,Łupaczko” w więzieniu mokotowskim. – I to też prawda, że zginęło ich znacznie więcej niż nas. Nie był to jednak wynik mojej krwiożerczości, lecz skutek naturalnych praw walki partyzanckiej- atakujący ponosi większe straty niż atakowany, a atakowali z reguły oni.  Zwłaszcza w 1944 r. odnosiłem wrażenie, że naczelnym celem dowódcy ich partyzantki jest niszczenie naszego oddziału, a  w szczególności mnie samego. Dwukrotnie uniknąłem śmierci z rąk nasłanych skrytobójców”.

         ,,Łupaszko” nie mógł mieć złudzeń co do tego, że zyskał wyjątkowo złą sławę w oczach strony sowieckiej i że trudno mu będzie liczyć na wyrozumiałość. Opuścił pospiesznie wileński matecznik, przekroczył granicę polsko-sowiecką w rejonie Świsłoczy i rozproszył swój oddział. Kończyła się właśnie wojna. Ludzie zaczynali ,,urządzanie” się do tego, co najbardziej konieczne, czyli od odbudowy domków. Dla ,,Łupaczki domem wciąż pozostawał las….

         Dokonał takiego wyboru już choćby z prozaicznej przyczyny, że ,,sowieckiego sojusznika naszych sojuszników” wyraźnie nie lubił, za polskimi komunistami również nie przepadał. Pozostał zatem w głębokiej konspiracji. Dla niego walka trwała nadal i kontynuował ją bez skrupułów i żadnych kompromisów nie uwzględniał. Używał teraz fikcyjnych nazwisk: Ryszard Mańkowski, Zygmunt Kierkowski, Zygmunt Jabłkowski, Bolesław Piwowarski…

         W lipcu- wrześniu 1944 r. po fiasku Operacji ,,Ostra Brama” (plan opanowania Wilna), a następnie internowaniu kadry w Miednikach Królewskich, część żołnierzy z wileńskich i nowogrodzkich zgrupowań AK, ratując się przed prześladowcami oraz deportacją do ZSRR, przybyło na teren ówczesnego województwa białostockiego. Przechodzono pojedynczo lub też w zwartych formacjach, w ciągłym zagrożeniu przez Armię Czerwoną- formacje tytułowe NKWD. Jednym z oddziałów, które w lipcu- wrześniu przybyły na teren ówczesnego powiatu bielskiego, była zdziesiątkowana V Brygada Śmierci rtm. Z. Szyndzielarza ,,Łupaszko”. Przybyli również pojedynczo i grupami oficerowie i żołnierze z III, IV, VI Wileńskich Brygad AK, oraz Nowogrodzkich Batalionów. W celu opieki nad przybyszami oraz dezerterami z LWP, Komenda Obwodu Bielsk Podlaski AK nr 28 zorganizowała na swoim terenie cztery punkty kontaktowe. Jeden z nich umiejscowiono w Siemiatyczach i Lachówce, u wójta gminy Siemiatycze Jana Olędzkiego, członka miejscowej siatki. Po podaniu hasła ,,przychodzę od Bronisława” i sprawdzeniu, zbiegowie kierowaniu byli do zaufanych okolicznych gospodarzy. Wiosną 45 roku z wszystkich takich ,,przybyszów” zaczęła się formować odtwarzana V Wileńska Brygada AK- AKO. Podstawą do jej odtworzenia były rozkazy K.O. AK- AKO ppłk W. Liniarskiego ps. ,,Mścisław”, o pracy organizacyjnej okręgu. Na dowódcę oddziału wyznaczono mjr Z. Szendziaelrza ,,Łupaczko”. Na pierwszą koncentrację w Oleksinie około Brańska stawiło się 30 żołnierzy zamelinowanych w okolicach Brańska, oraż por. ,,Zygmunt” Z. Błażejewicz z 5- osobowym patrolem z Siemiatycz. W maju 1945r. nikt uczciwy, bez względu na poglądy polityczne z głębi serca nie chciał uzależnienia od Sowietów. Wielu pragnęło zmian społecznych, ale nie kosztem niepodległości Polski. W polskich jednostkach frontowych kadra zawodowa zaczęła zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak. Złe nastroje w społeczeństwie zaczęły przenikać do armii, a proces śmiałych decyzji w wojsku został przyśpieszony aresztowaniami oficerów pochodzących z AK. Jednym z ludzi podejmujących takie decyzje był por. Jan Mazur,- dowódca batalionu z 6 zapasowego pułku piechoty w Toruniu. W nocy z 3 na 4 maja 1945 r. zorganizował on dezercję wprowadzając na 5 samochodach ciężarowych 8 oficerów, 46 podoficerów i 42 szeregowców. Siedemdziesięciu z nich dołączyło do Brygady 6 maja 45 r. w Spieszynie a por. J. Mazur przybrał pseudonim ,,Piast”. 9 maja w Osmoli do brygady dołączył ppor. R. Rajs ps. ,,Bury” z 25 żołnierzami z plutonu ochrony lasów z Hajnówki.  W krótkim czasie Brygada przekroczyła liczbę 250 żołnierzy.

         Odtworzona Brygada pod względem operacyjnym podlegała przewodniczący rejonu ,,A’’ (Bielsk Podlaski, Wys. Maz.), mjr. S. Żukowskiemu ps, ,,Maciek”. Działała najczęściej w obwodzie Bielsk Podlaski, wykonując zlecone przez przewodniczącego obwodu por. Trusiaka ps. ,,Korycki” akcje. Zasięgiem swoim obejmowała czasowo również powiaty leżące na lewym  brzegu Bugu (Sokołów, Siedlce, Białą Podlaską.)

         Obsada i struktura V Brygada Przedstawiała się następująco: d-ca mjr Z. Szyndzielarz ps. ,,Łupaczko”, z-ca d-cy kpt. L. Bednar ps. ,,Nowina” (późniejszy pisarz Paweł Jasienica), adiutant por. J. Jeziorski ps. ,,Stefan”.

         1 szwadron – d-ca Z. Błażejewicz ps. ,,Zygmunt”

         2 szwadron – d-ca ppor  R. Rajs ps. ,,Bury”

         4 szwadron – d-ca por. M. Pluciński ps. ,,Mścisław”

         1 kompania szturmowa- por. J. Mazur ps. ,,Piast”

         drużyna podoficerska – ppor J. Zalewski ps. ,,Zaja”

         Analizując ówczesne działania V Brygady Wileńskiej, należy dojść do wniosku, że najwybitniejszym pododdziałem, który miał na swoim koncie najwięcej sukcesów, był 1 szwadron. A to niewątpliwie za sprawą jego dowódcy ppor ,,Zygmunta”, oraz zastępcy ppor L. Minkiewicza ps. ,,Wiktor”, jak również ppor. W. Łukasika ps. ,,Młot”, który po demobilizacji oddziału por. ,,Szumnego” (po jego śmierci) dołączył 1 sierpnia 1945 r. w Czajach wraz z grupą 20 żołnierzy do 1 szwadronu V Brygada (działał tam na prawach autonomicznych). Za bazę wypadową 1 szwadron miał okoliczne wsie w trójkącie: Siemiatycze- Dziadkowice-Milejczyce, m.in. Lachówka, Osmola, Hornowszczyzna, Wierceń, Pokaniewo. Pozostawał również w dobrych stosunkach z miejscowym oddziałem NSZ por. Z. Kryńskiego ps. ,,Rekin”, oraz A. Olędzkiego ps. ,,Tatar”. Dziełem m.in. tego oddziału było dwukrotne opanowanie Siemiatycz (w tym raz z oddziałem NSZ ,,Tatara”), rozbicie grup operacyjnych UB i NKWD pod Sikorkami (Sokołów Podl.), Miodusami. W okresie krótkiego działania (wiosna-lato 1945), za sprawą m.in. również 1 szwadronu V Brygady Wileńskiej tzw. władza ludowa w rejonie Siemiatycz praktycznie nie istniała.

13 lipca 1945 roku, po opanowaniu trzy dni wcześniej Siemiatycz , 1 szwadron V Brygady AK- AKO, stanął we wsi Żale. W sąsiedniej wsi Olszewo u członka miejscowej siatki AK- AKO Jana Olszewskiego ps. ,,Młot”, odbywała się odprawa organizacyjna z udziałem por. Rusiaka ps. ,,Korycki” i mjr. Żykowskiego ps. ,,Maciek”. Odprawę osłaniał 2 pluton pod osobistym dowództwem por. Z. Błażejewicza ps., ,Zygmunt”. Ustawione cztery karabiny maszynowe, w tym jeden na strychu na skraju wsi, skutecznie miały krzyżowym ogniem blokować drogę od strony Ciechanowca i Siemiatycz. Por. ,,Zygmunt” z częścią żołnierzy zajął pozycję na drugim końcu wsi. Osłaniający odprawę dostali bezwzględny zakaz strzelania bez rozkazu. Były godziny południowe, nic nie zapowiadało jakichś nadzwyczajnych wydarzeń. Niespodziewanie jednak od strony Ciechanowca ukazały się dwa samochody- willis skręcił do wsi, a studebacker zatrzymał się. Przypuszczalnie jadący na nim żołnierze zauważyli kręcące się we wsi wojsko. Według relacji świadka wydarzeń wyszedł do nich ,,Zygmunt”. Doszło do jakiejś ,,pyskówki”. W pewnym momencie ,,Zygmunt”: wyjął pistolet i oddał strzał do jednego z oficerów, pozostali zostali rozbrojeni. Na odgłos strzału obsługa karabinu maszynowego umieszczonego na strychu domu, oddała serię do ciężarówki, w efekcie czego znalazła się ona w rowie. Żołnierzy rozbrojono. Ściągniętymi ze wsi końmi wyciągnięto studebackera z rowu. W trakcie wyciągania samochodu, od strony Ciechanowa nadjechała kolumna sowieckich cystern z paliwem, do której obsługa karabinu otworzyła ogień. W efekcie wymiany ognia zapaliły się i eksplodowały cztery samochody. Poległo pięciu żołnierzy Armii Czerwonej, w tym jeden oficer. Spalił się też jeden dom na skraju wsi. Po walce zdobyczne samochody i broń przekazano Przewodniczącemu Obwodu por. ,,Koryckiemu” i zamelinowano w okolicach wsi Zwręby, a szwadron przesunięto w okolice wsi Brzeziny.

         Następnego dnia do Olszewa przybyła grupa ekspedycyjna NKWD i UB z Bielska Podlaskiego i Siemiatycz z zamiarem spacyfikowania wsi. Inna grupa NKWD i UB w tym samym czasie, tj. 14 lipca 1945 spaliła pobliskie Brzeziny. Mieszkańcy Olszewa na wiadomość o pacyfikacji Brzezin uciekli do lasu.

         W kwietniu 1945 r. w pobliżu wsi Kapitańszczyzna  (15 km na północ od Hajnówki) ludzie ,,Łupaczki” zaatakowali silną jednostkę sowiecką i oddział Wojska Polskiego, zabijając kilku żołnierzy. Pod koniec kwietnia 1945 r. w miejscowości Narewka (17 km na pn- wsch od Hajnówki), pow. Bielsk Podlaski, rozbili miejscowy posterunek milicji i według dostarczonej listy rozstrzelali czterech członków PPR (wyrok wykonywał ,,Żelazny”). W czerwcu 1945 r. Pod Sokołowem dokonali napadu na jednostkę WP, zabijając 12 żołnierzy. Pod koniec czerwca 1945 r. na szosie Bielsk Podlaski-Brześć zaatakowali grupę żołnierzy sowieckich, zabijając 10 z nich. 8 maja  1946 r. w okolicy Czarnej Wody dokonali ataku na kilku funkcjonariuszy MO i zabili funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego- Harasia. To tylko fragment długiej listy, poczytywanej jako nie sławna, która zawiera nazwiska licznych ofiar, daty rozbojów, rekwizycji, określonych w późniejszym akcie oskarżenia jako zabory mienia.

         Major nie ujawnił się, bo był przekonany, że zbyt poważnie obciążony przeszłością, po wyjściu z lasu może liczyć tylko na wyrok śmierci, a w najlepszym wypadku  na Sybir. Czas zaś pracował wyraźnie na jego niekorzyść. Bo też jaka władza mogła tolerować na podległym sobie terenie wrogo usposobiony uzbrojony oddział? Nie zamierzało tego tolerować NKWD osłaniające tyły frontu. Raz po raz ruszały zatem na ,,Łupaszke” obławy oddziałów sowieckich i polskich. On odgryzał się zajadle, ale częściej kluczył, umykał, aby później wrócić i zaatakować z jeszcze większym impetem, dać o sobie ponownie znać…

         Minął rok. W marcu 1946 r. na rozkaz ostatniego dowódcy podziemnego okręgu Armii Krajowej Wilno,  Antoniego Olechnowicza, ,,Łupaczko” po raz drugi rozpoczął odtwarzanie swojej brygady dla- jak to podkreślała komunistyczna propaganda- ,,awanturniczych celów” na Pomorzu. Major nie potrafił podporządkować się istniejącemu porządkowi, który poniekąd słusznie nazywał sowiecką okupację, wierzył w konflikt pomiędzy dotychczasowymi aliantami. ,,Łupaczko przekazał dowódcom instrukcje: nie wdawać się w otwartą walkę z jednostkami przeciwnika, lecz starać się umocnić potencjał. Wojna Zachodu z Sowietami jest nie unikniona. Oddziały powinny stanowić kadrę dla szerokiego ruchu partyzanckiego. Jednocześnie trzeba prowadzić działalność dezintegrującą aparat okupacyjny i zyskiwać poparcie społeczeństwa.

         ,,Łupaczko” zadbał o odpowiednie przygotowanie terenu. Tworzono punkty kontaktowe, magazyny broni były m.in. w PGR Zielenice koło Sztumu, Złotowie koło Malborka, Raszynie, Płaskorzu, Dobrawie, Łubiankach i Smolnikach (powiat Tuchola), Wejherowie, Gdańsku (ul. Kościuszki 99/1, na Stogach przy Jodłowej 49/1). Szpitale polowe i składnice medykamentów były w Czerniewie i Świebodzinie. Lokale kontaktowe m.in. w Gdyni przy ul. Świętojańskiej 139/3, w Gdańsku przy ul. Politechnicznej 3, ul. Wróblewskiego 7, ul. Zawiszy Czarnego 1 oraz na ul. Białej.

         Oddziały nazwano szwadronami, choć nie miały nic wspólnego z kawalerią. Za to major miał duszę kawalerzysty. Dowódcami szwadronu byli: ppor. Leon Smoleński ps. ,,Zeus”, ppor. Zdzisław Badocha  ps. ,,Żelazny” (po jego śmierci ppor. Olgierd Christa ps. ,,Leszek”) oraz ppor. Henryk Wieliczko ps.,,Lufa”.

         Ustalono, że oddziały będą płaciły za wszelką żywność i sprzęt rekwirowany u osób prywatnych. ,,Łupaszko” uważał, że należy walczyć kosztem okupanta  a nie kosztem ludności. Rekwirowano mienie państwowe bądź  spółdzielcze, za wartość prywatną płacono gotówką zdobytą w akcjach rekwizycyjnych. Szybko rosła ilość akcji zbrojnych, przeprowadzonych przez grupę ,,Boa” i grupy ,,Łupaszki”. Zginął Jan Tolpa PUBP w Drawsku Pomorskim (pracował jako referent do walk z bandytyzmem). W Szczecinku nie czuł się bezpiecznie taki sam referent Władysław Borkowski. Wojskowe grupy operacyjne były słabo zorganizowane i często ponosiły duże straty w ludziach. 16 marca (1946), oddział ,,Łupaczki” zastrzelił Jana Partycego członka PPR, prezesa związku zawodowego kolejarzy w Białogardzie. Na pozostawionej kartce  napisano- ,,za zdradę narodu polskiego i wysługiwanie się wrogowi…” następnie został wysłany list do sekretariatu PPR w Białogardzie- ,,Wyrokiem sądu polowego Armii Krajowej został rozstrzelany Patryc Jan, czł. PPR za szkodliwą działalność w stosunku do Narodu Polskiego oraz za szerzenie wrogiej propagandy bolszewickiej…”.

         17 marca Bobolicka grupa ,,Boa” zabiła Waleriana Doraczyńskiego (PPS). Zwłoki znaleziono pół roku później.

         W marcu w Trójmieście rozpoczęła działalność grupa dywersyjna Feliksa Salmanowicza ps. ,,Zagończyk”. Jej zadaniem była organizacja i zaplecze finansowe dla oddziałów leśnych oraz zdobywanie potrzebnych  do legalizacji druków. Grupa wykonywała też wyroki na funkcjonariuszach UB oraz prowadziła wywiad. W lokalu konspiracyjnym w Sopocie przy ul. Mickiewicza 45, w mieszkaniu Leszka Krzywickiego, drukowano ulotki. Przy ul. Mickiewicza 27 mieszkał Mikołaj Sprudin, który wyrabiał dla żołnierzy ,,Łupaszki” zdjęcia do dokumentów.

         Konspiratorzy mieli świadomość, że jakakolwiek wpadka może ich drogo kosztować. Z relacji żyjących żołnierzy ,,Łupaczki”  wynika, że każdy z nich gotów był w każdej chwili do czynu ostatecznego. 7 marca patrol Józefa Bandy ps. ,,Jastrząb” zarekwirował na poczcie  przy Grunwaldzkiej w Gdańsku 10 000 zł. podczas odwrotu Zbigniew Fijałkowski ps. ,,Pędzelek” natknął się na patrol wojskowy. Został ranny. Zanim nadbiegli żołnierze, popełnił samobójstwo.

         30 marca zginął Aleksander Cepuszyłow – inż. drogowy i ławnik Sądu Doraźnego w Koszalinie.

    18 kwietnia szwadrony ,,Lufy” i ,,Żelaznego” zatrzymały pociąg na stacji Zarośle pow. Tuchola i zarekwirowały zaopatrzenie z UNRA. Przeznaczono je na potrzeby oddziału, część rozdano ludności. 30 kwietna obfitował w wydarzenia. Koło leśniczówki Świt rozbroił referenta UB z Bydgoszczy. Tego samego dnia doszło do starcia oddziału pod dowództwem kpr. Władysława Halińskiego ps. ,,Mały” (grupa współpracująca z ,,Łupaszką”) z grupą KBW i UB w Legbądzie. Ten sam oddział rozbroił pod Legbądem patrol wojskowy, zdobywając broń. Pod Wierzchowem grupa ,,Łupaszki” zastrzeliła dwóch żołnierzy radzieckich.

          Na przełomie kwietnia i maja zginęło w podobny sposób 11 osób. W maju 1946 r. szef wywiadu północnej grupy Armii Czerwonej raportował: ,, na południe i południowy zachód od miasta Dancing działa grupa bandycka AK o nieustalonej liczebności, przywódca bandy Łupaczko. Wymieniona banda w 1944 r. działała w województwie białostockim. 19 maja w mieście Krzyświa bandyci z tej bandy bestialsko zastrzelili doradcę bezpieki Kościerzyny lejtnanta Szyniedzina, trzech pracowników bezpieki i kierowcę. Tegoż wieczora banda posługująca się fałszywymi dokumentami, w imieniu bezpieki rozbiła milicję w 8 gminach”. Wojewódzki doradca UB por. Wołkow dodaje: ,,Napady na posterunki MO odbyły się bez najmniejszego oporu ze strony milicjantów. Ofiar z ich strony nie było”.

         Oba raporty dotyczą najbardziej dramatycznego epizodu z pomorskiej kampanii ,,Łupaszki” w okresie wiosna- jesień 1946 r. ,,Miasto Krzyświa” to wieś Stara Kiszewa. W niedzielę, 19 maja 1946 r. szwadron Zdzisława

Str. 74  

Badochy ,,Żelaznego” w ciągu jednego dnia rozbroił posterunki MO w Kaliskach, Osiecznej, Osiu, Skórczu, Zblewie, Lubichowie i Starej Kiszewie. Partyzanci zdobyli dużo broni i amunicji. W Starej Kiszewie zlikwidowali także placówkę UB. Na rozkaz ,,Żelaznego” zostali rozstrzelani: doradca szefa UB w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szyndzin, kierownik placówki UB Jerzy Fajer, pracownicy UB- Zygmunt Mastalerz i Michał Safjan, szofer Szyndzina Władysław Getczes oraz członek PPR i współpracownik UB Jan Kujach.

         Dlaczego zginęli ci w Starej Kiszewie, a milicjantów z rozbitych posterunków puszczono wolno? Milicjantów i żołnierzy traktowano tak jak granatowych policjantów lub żandarmów w czasie wojny. Nie atakowano ich, jeśli sami nie atakowali. Za wrogów uważano doradców sowieckich z NKWD, funkcjonariuszy z UB i członków PPR wszystkich szczebli oraz konfidentów władzy.

         6 maja bobolicka grupa ,,Boa” zastrzeliła miejscowego sekretarza PPR- Jerzego Kowalskiego (był też komendantem miejscowego ORMO). Ludzie ginęli po obu stronach. Niektóre cyfry są przerażające, choć wydają się być przesadzone. Dotyczy to szczególnie osób, które trafiły do obozów koncentracyjnych oraz gułagów i obozów pracy przymusowej. 19 czerwca członkowie działającej w Szczecinku grupy Win napadli na posterunek MO w Krosinie pobili milicjanta Czesława Majchra. Rozbroili pozostałych i rozbili centralę na poczcie. Po referendum nastąpiły aresztowania członków podziemia. Władza rozprawiła się z PSL. W Szczecinku aresztowany został Jan Pisarczyk. 19 maja oddział ,,Lufy” rozbroił posterunek MO w Przechylewie pow. Człuchów. W spółdzielni dokonano rekwizycji na potrzeby oddziału.

         Akcji było tak dużo, że nie sposób pisać o wszystkich. Koniec nadszedł 17-18 października, podczas koncentracji na Podlasiu 6 Brygady i szwadronu ,,Lufy”, gdy mjr ,,Łupaszko” przekazał podkomendny otrzymanym otrzymany rozkaz rozwiązania podległych mu oddziałów.

 Kolejnym starostą kartuskim w 1947 r. był Stanisław Anioł. Był on pracownikiem Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku, zatrudnionym przez wojewodę i oddelegowanym do pracy w terenie. W tym okresie rzeczą naturalną było delegowanie pracowników Urzędu Wojewódzkiego do pracy w terenie. Sprawowali oni władzę w tzw. terenie przez krótki okres, a następnie wracali do pracy w Urzędzie Wojewódzkim lub byli przenoszeni na inne stanowiska administracyjne. Był to okres tzw. umacniania władzy ludowej - lub inaczej - likwidacji demokracji i wprowadzania dyktatury proletariatu. Jak wynika z akt archiwalnych w tym to okresie dochodziło do walk zbrojnych przedstawicieli władzy ludowej z tzw. zbrojnym podziemiem i reakcją lub - jak to dzisiaj określamy - z bohaterami broniącymi praw demokracji. Jak wynika ze sprawozdania Referatu Polityczno-Społecznego Starostwa Powiatowego: „W dniu 23 maja 1946 r. na terenie powiatu kartuskiego pojawiła się banda spod znaku Narodowych Sił Zbrojnych. W pościgu za siłami podziemia - NSZ - dwóch milicjantów zostało zabitych, a 1 milicjant został ciężko ranny. Kolejnych 3 milicjantów zostało lżej rannych”. W tej sprawie Referat wystosował meldunek specjalny - nadzwyczajny - do Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku[1].

Na kartuskim Cmentarzu Parafialnym znajduje się mogiła poległych milicjantów. Na pomniku widnieje napis: „W walce o pokój i bezpieczeństwo kraju poległ na polu chwały ppor. MO Jan Szynczak (4. 12. 1907 - 31. 07. 1946), kpr MO Stefan Marchwacki (3. 08. 1917 - 23. 05. 1946). Kartuzy, 7. 10. 1962 r.”. Jak się jednak okazuje, w walkach zginęło 3 milicjantów - 2 poległo w walce, trzeci natomiast - zmarł w w dniu 31 lipca 1946 r. na skutek odniesionych w walkach ran. Stąd więc daty ich śmierci nie są jednakowe. 

Nastąpiło to stopniowo, poprzez ograniczenie działalności zbrojnej.

         Kim byli żołnierze ,,Łupaczki”? Czy, bandą jak chce komunistyczna propaganda? Sądzę, że ludzie Ci jedynie chcieli wyprzedzić czas. Oni pozwalali sobie na marzenia o wolnej Polsce, bez obcych wojsk, obcych sądów, obcej władzy. Niech świadczą o nich fakty. 23 maja pododdział  od ,,Żelaznego” walczył o grupę MO koło wsi Podjazy  w powiecie kartuskim. Poległo 4 milicjantów, jeden został ranny. Ten ranny okazał się później dzielnym i sprawiedliwym człowiekiem. Kiedy gdańskie UB schwytało w lipcu sanitariuszkę ,,Inkę”, zrobiono wszystko, by obciążyć ją w sposób wystarczający na wyrok śmierci. Dziewczyna została rozstrzelana. Milicjanci i ubowcy podpisali sfingowane zeznania, w świetle których ,,Inka” wydawała rozkazy rozstrzelania ubowców, strzelała w plecy podczas akcji itp. W latach 90.,pytani ponownie przez prokuratorów IPN, odwoływali swoje zeznania, tłumacząc, że ich nie czytali, że się bali, że im kazano. Wspomniany milicjant miał tyle odwagi i honoru, że nie tylko nie zgodził się obciążyć ,,Inki”, ale na dodatek zeznał, że kiedy szwadron pośpiesznie odjeżdżał samochodem z miejsca akcji, dziewczyna podała mu bandaż do opatrzenia rany.

W czasie jednej z akcji pod Sztumem rozstrzelano dwóch ubowców, trzeciego oszczędzono. Jako jedyny z tej trójki na widok rannego w akcji milicjanta porwał koszulę i opatrzył mu ranę. Żołnierze ,,Łupaszki” cenili takie zachowanie nawet u ludzi, których uważali za wrogów. Wiedzieli, co to jest koleżeństwo i solidarność  sytuacjach ekstremalnych. Kiedy Tadeusz Urbanowicz ps. ,,Moskito” został ciężko ranny pod Tleniem, nie chcąc opóźnić odwrotu kolegów naciskanych przez obławę KBW, pożegnał ich okrzykiem: ,,Czołem, chłopaki!”, i strzeli sobie w skroń.

         Cechą charakterystyczną oddziałów ,,Łupaczki” była dyscyplina wojskowa. Do tego stopnia, że zdarzały się przypadki chłosty za zachowanie nie godne żołnierza Rzeczypospolitej, a nawet sąd wojskowy i egzekucja za samowolne działanie o charakterze rabunkowym. Meldowanie się zgodnie z regulaminem i nienaganny wygląd wyróżniały łupaszkowców na tle wojska ,,ludowego”, nie mówiąc o UB czy milicji. Wszyscy ubrani byli w jednakowe mundury: w zależności od sytuacji albo w mundury ,,berlingowskie” z rogatywkami (ale z przedwojennymi dystynkcjami i orłem), albo w mundury ,,andersowskie” i czarne berety. Dzień rozpoczął się i kończył modlitwą. Wielu żołnierzy nosiło ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej.

I można zakończyć historię żołnierzy ,,Łupaczki” artykułem z dziennika ,,Życie”, który ukazał się 27 grudnia 2000 roku…

         Nie chcieli zabić  

Prof. Kulesza uważa, że prokurator K. jest winny ,,zbrodni wojskowej”

Oskarżony o ,,mord sądowy” stalinowski prokurator nie może twierdzić, że nie miał świadomości bezprawia, skoro nawet żołnierze plutonu egzekucyjnego nie chcieli wykonać wyroku na jego ofierze- uważa prof. Witold Kulesza, szef pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej.

Pułkownik Wacław K. został w grudniu uniewinniony przez sąd w Poznaniu od zarzutu podżegania do ,,zbrodni sądowej”. Był to pierwszy wyrok w procesie o ,,mord sądowy” z lat stalinizmu.

W 1946 r. jako oficer śledczy prokuratury wojskowej K. wystąpił przed sądem w Gdańsku w procesie 17-letniej  Danuty Sędzikówny, ps. Inka. Sanitariuszki antykomunistycznego oddziału partyzanckiego majora ,,Łupaszki”. Zatrzymano ją w Gdańsku podczas próby zdobycia leków dla oddziału. Sąd skazał ją na karę śmierci, wyrok wykonano.

11 grudnia 2000 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Wacława K.- W procesie wystąpiłem tylko przez 10 sekund, powiedziałem, że wnoszę o ukaranie oskarżonej i natychmiast wybiegłem z sali. Zmusili mnie do tego przełożeni- tłumaczy oskarżony.- O Siedzikównie nie wiedziałem nic, nie wiedziałem też do 1999 roku, jaki los ją spotkał.

Prof. Witold Kulesza uważa, że oskarżony nie może zasłaniać się brakiem świadomości. W listopadzie 2000 r. przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej zeznania złożył Alojzy N., który był ,,obecny służbowo” w piwnicy gdańskiego więzienia podczas egzekucji Siedzikówny. Mówił on, że gdy padł rozkaz ,,Pal!”, rozległy się nie serie tylko pojedyncze strzały.

-Niektórzy żołnierze strzelali bardzo chaotycznie i nieprecyzyjnie- relacjonował zeznania świadka prof. Kulesza.

Kiedy strzały ucichły, okazało się, że Siedzikówna była tylko ranna. Wówczas na rozkaz obecnego przy  tym prokuratora dowódca plutonu zastrzelił sanitariuszkę z pistoletu.

-Żołnierze czuli że uczestniczą w czymś haniebnym, dlatego strzelali tak, żeby nie zabić- twierdzi prof. Kulesza. –Jeśli prokurator K. dziś oświadcza, że nie miał poczucia bezprawia, to pozostaje to w rażącej sprzeczności z elementarnymi zasadami odpowiedzialności karnej oraz poczuciem sprawiedliwości każdego z nas.

Kulesza ma nadzieję, że sąd II instancji skaże prokuratora K. za ,,mord sądowy”. 

A major Szendzielarz? On wiedział, jaki czeka go los w kraju. Kilkakrotnie bezskutecznie usiłował wydostać się na Zachód. W kraju był coraz mniej bezpieczny. Coraz trudniej było mu się wymykać z ustawicznych obław i pułapek. W marcu 1948 r. jego podwładny ,,Wiktor” przygotował przerzut do Szwecji zakupionym  przez konspirację kutrem rybackim. Aby uzyskać pieniądze, dokonano napadu na urząd pocztowy w Solicach zdroju i auto pocztowe we Wrocławiu. Zdobyto ponad 300 tys. złotych, ale plan ucieczki ,,Łupaszki” nie powiódł się. Kurczyło się jednocześnie zaplecze dla dalszych konspiracyjnych inicjatyw. Społeczeństwo było już zmęczone przedłużającym się brakiem stabilizacji wewnętrznej, ciągłymi niepokojami… Musiał nastąpić epilog działalności podziemnej ,,Łupaszki”

Major został rozpoznany i aresztowany w okolicach Zakopanego w 1949 roku. Przesłuchiwano go w sławnym warszawskim więzieniu na Rakowieckiej.

Stanisław Krupa w książce X Pawilon. Wspomina AK-owca ze śledztwa na Rakowieckiej (Warszawa 1989) przytacza nieautoryzowane zwierzenia ,,Łupaszki”, odtwarzane po latach z pamięci autora.

,,-Czy nie gryzło cię sumienie, że w tej strasznej walce giną, wprawdzie innej orientacji, ale przecież Polacy?- pytano ,,Łupaszkę” w więzieniu.

-Owszem nieraz w samotne wieczory myślałem o tym. Nie byłem przecież  krwiożerczym potworem. Szczególnie żal mi było szeregowych żołnierzy (…) zdałem sobie sprawę, że żołnierze ci strzelają, bo taki mają rozkaz, że są nie winni. Tylko…czy ja miałem inne wyjście, skoro nie uznawałem tej nowej władzy, skoro inaczej wyobrażałem sobie wolną Polskę?”

W październiku 1950 roku Wojskowy Sąd Rejonowy ,,rozpatrywał” sprawę dwukrotnego kawalera orderu Virtuti Militari. Wyrok mógł być tylko jeden. Wykonano go 8 lutego 1951 roku.

I słychać w tej prawdzie – legendzie szczęk szabel i rżenie koni. To o niej ułożył piękne strofy Andrzej Kołakowski.

         Różańce ofiar, mgły nad rojstami,

         A tętent kopyt rytm wybija.

         To pułki armii rozstrzelanej,

To przeszłość, która nie przemija.

Przez mgły pamięci, życia zamęt

Wędruje szwadron za szwadronem.

Błyszczą honorem klingi szabel,

Stygnie koralem krew na skroniach.

W ubeckich piwnicach przestrzelone czaszki,

To śpiący żołnierze majora ,,Łupaszki”.

Wieczna chwała zmarłym, hańba ich mordercom,

Tętno Polski bije w przestrzelonych sercach.

W dusznych oparach współczesności

Kręcą się mroczne interesy.

Na euro się przelicza kości

A pamięć leczy się ze stresu.

Nad polskim Wilnem zaszło słońce,

Snuje się wieczór niespokojny,

A Ostrobramska Matka wita

Swe dzieci wracające z wojny.

         Od wrót Ostrej Bramy do katowni Gdańska –

         Tak się zakończyła przygoda ułańska.

         Zagrała pobudka, rżą w przestworzach konie,

         Odpoczną żołnierze na niebieskich błoniach.

                            Rozstrzelana armia Gdańska, sierpień 2002

         O fotografiach Szendzielarza i jego żołnierzy wystawiono w Toruniu tak napisano w Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej nr 8 z września 2001 roku:

         (…) 20 września 2001 r. w gmachu Urzędu Miejskiego w Sopocie (sala obrad Rady Miasta) zostanie otwarta wystawa za Świętą Sprawę – żołnierze ,,Łupaszki”. Składa się na nią bogaty pakiet fotografii żołnierzy mjr. Zygmunta Szendzielarza ,,Łupaczki”, jednego z najsławniejszych kresowych partyzantów- zagończyków. Są one świadectwem poświęcenia i oddania Świętej sprawie, którą dla młodych partyzantów Wileńszczyzny była wolna i niepodległa Polska. Żołnierze ,,Łupaszki” są ,,żołnierzami wyklętymi”. Ich trud, krew i pot zostały ośmieszone przez propagandystów PRL. Celem autorów wystawy było pokazanie wystawy tego zakłamania i uporządkowanie podstawowych prawd. Dlatego tak silnie zaakcentowano wątek walki z systemem sowieckim po 1944 r., pokazując epopeję łupaszkowców na Podlasiu i Pomorzu. Na wystawie, oprócz 137 fotogramów, zgromadzono wiele unikatowych eksponatów i pamiątek, jak na przykład obręcz do zakuwania nóg skazanych na karę śmierci przez sądy Polski Ludowej, akta spraw osób skazanych na śmierć, broń, listy żołnierzy. Na wystawie znajdzie się również autentyczny pistolet mjr. ,,Łupaszki”.(…)

   Po ,,łupaszkowcach” i ich sprzymierzeńcach zostały zapomniane, niejednokrotnie zbiorowe mogiły, bowiem dokonywano egzekucji złapanych członków podziemia i oskarżonych o współpracę z nimi reprezentantów PSL. Jednym z takich miejsc były lasy koło miejscowości Dudylany. Wtedy wieś leżała w granicach powiatu wałeckiego, na granicy z poligonem borneńskim. Osoby pamiętające tamte wydarzenia (Wacław Nowak – kierownik PUBP w Drawsku, czy Jan Krawiec, będący ówcześnie w opozycji politycznej), wspominali, że egzekucji dokonywano około 5 km na północ od Nadarzyc, w pobliżu wsi Dudylany (Doderlage).  Nadzorującym akcje wymierzone w podziemie był towarzysz Stolzman z PUBP w Białogardzie, współpracujący z komórkami NKWD w Sulinowie (świadkowie wskazują na Gross- Born), Białogardzie i Bagiczu (według nich miejscowość nazywała się Ragicz). Wspomina Jan Krawiec:

   (…) Zanim przedarłem się, z narażeniem życia, do Niemiec Zachodnich, przez wiele lat żyłem w Białogardzie. Pamiętam dobrze, kto z ramienia NKWD kierował działania miejscowego Urzędu Bezpieczeństwa. Nazywano go towarzyszem Stolzmanem… Pamiętam tylko trzy nazwiska zamordowanych żołnierzy AK. Najdłużej ich przesłuchiwano i zrobiono im proces pokazowy, w którym wszyscy ,,przyznali” się do popełnionych win. Byli to: Jerzy Łoziński, Stanisław Subortowicz i Witold Milwid. Rozstrzelano ich w obecności towarzysza Stolzmana. Towarzysz Stolzman z ramienia NKWD ,,opiekował” się również procesami politycznymi młodzieży szkolnej. W Wałczu odbył się proces uczniów: Bogdana Szczuckiego, Mariana Basładyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, w Białogardzie zaś proces Pszczółkowskiego i Tracza. Skazano ich na długoletnie więzienie i prace w kopalniach węgla.  Obławy na grupy żołnierzy wileńskiego oddziału AK majora Zygmunta Szendzielorza ps. ,,Łupaszko”, które po ciężkich walkach i dużych stratach w ludziach przedostały się w lasy Pomorza Zachodniego, były równie nadzorowane przez towarzysza Stolzmana. Obóz koncentracyjny NKWD w Barkenbrucke (Barkniewo) koło Gross Born (Borne Sulinowo) były ,,obozem przejściowym”. Z  tego obozu albo wywożono do Rosji, albo rozstrzeliwano. Egzekucji dokonywano około 5 km na  północ od Nadarzyc, we wsi Doderlage. Miejscowości te już nie istnieją. Istnieją tylko resztki murów i fundamenty budynków. Ciała zakopywano w okolicznych lasach, przykrywając ich niewypałami, a nawet minami, następnie zasypywano groby ziemią. Towarzysza Stolzmana miałem ,,przyjemność” spotkać w urzędzie bezpieczeństwa w Białogardzie, a po kilku latach powtórnie w tym samym urzędzie, ale nazywał  się on już inaczej (…).

   Inną formą tuszowania moru, stosowaną przez aparaty restrykcyjne nowych władz, było grzebanie zwłok w dołach z wapnem. Wacław Nowak był kierownikiem PUBP w Drawsku Pomorskim od roku 1945, a jego pracę nadzorował właśnie Stolzman. Przed śmiercią, która nastąpiła w roku 1994, potwierdził słowa Jana Krawca. Kierownikiem tej placówki ustanowili go towarzysze z NKWD. Twierdził, że już w roku 1945 istniała placówka NKWD w Sulinowie (choć wskazywał na Gross Born), a więc istniejącą jeszcze wtedy osadę Borne lub obóz w Kłominie, nazywany wtedy ,,Gross Bornem”. Wspomniał, że do jego zadań należało ,,wyłapywanie” żołnierzy AK, NSZ i osób nastawionych antykomunistycznie oraz antysowiecko. Potwierdził istnienie obozu koncentracyjnego w Barkenbryge (zastosował taką pisownię- odmienną od zawartej w dokumentacji archiwalnej), czyli Barkniewo.  Obóz znajdował się pod kuratelą NKWD. Ów Nowak udzielał się podczas obław na ,,Łupaszkę”.

   Oba źródła (Krawiec i Nowak) wskazują na fakt, że Doderlage (Dudylany)., w okolicach którego dokonywano egzekucji, już nie istnieje. Z ksiąg inwentarzowych starostwa szczecineckiego wynika, że w roku 1947, ta wioska jeszcze ujmowana na mapach i posiadała polską nazwę. To samo dotyczy Barkniewa, Sulinowa i Bornego. Wacław Nowak stwierdził, że spotkał towarzysza Stolzmana ,,po kilku latach w Białogardzie. Uważał tak jak i wcześniej wymieniony Jan Krawiec, że Stolzman miał wtedy nowe nazwisko. Aby potwierdzić te zbrodnie lub im zaprzeczyć, nie pozostaje nic innego jak dokonać oględzin wskazywanego terenu i ewentualnie ekshumacji z pomocą saperów. Czy ktoś odważy się kiedyś wydać taką decyzję?    

 

  

   

  

  

                  

              


[1]  AP Gdańsk, Starostwo Powiatowe i Powiatowa Rada Narodowa  w Kartuzach 1945 - 1950, sygn. 1643 nr 38, Miesięczne sprawozdania  z działalności Referatu Polityczno-Społecznego 1946 - 1947, f. 1.

Czytany 5058 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 21 czerwiec 2016 11:09
Norbert Maczulis

Zapraszam na stronę portalu Szwajcaria-Kaszubska.pl gdzie można przeczytać moje publikacje.

Dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach (do 30 kwietnia 2015), Norbert Maczulis

Mój profil na fb.com/norbert.maczulis

Skomentuj

Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez redakcję.


Proszę rozwiązać proste zadanie (blokada antyspamowa):

Skocz do:

Polecamy

Zdjęcie z galerii

Ostatnie komentarze

Gościmy

Odwiedza nas 146 gości oraz 0 użytkowników.

szwajcaria-kaszubska.pl